PODPOWIADANKI DLA RODZICÓW:

A CO Z TĄ NAZWĄ?

Okazało się, że gofry muszą chwilę poczekać. Po drodze zobaczyliśmy okrągły domek z kolumnami przy wejściu. 
- Czemu w nim nie ma okien? 
- Są, ale od środka. 

Oczy bliźniaków zrobiły się jak spodki. 
- Jak to, od środka? 
- Wewnątrz jest maleńki, okrągły dziedziniec, na który wychodzą okna trzech pokoików. Ta rotunda, czyli okrągły budynek, nad dziedzińcem nie ma dachu i tamtędy wpada do izb światło dzienne. 
- Nie było to chyba zbyt wygodne dla ludzi, którzy tam mieszkali? – zastanawiała się Misia. 
- Chyba nie, mam wrażenie, że w tych pokoikach panował zawsze półmrok. Ale ważniejsza była funkcja podstawowa tego budynku. Bo wcale nie powstał jako mieszkalny. Pokoje były przy okazji. 
- A co w nim było? – zaciekawił się Poldek. 
- Zbiornik na wodę. 

I już po raz drugi tego samego dnia zobaczyłem przed sobą dwie pary oczu wielkich jak spodki. 
- To to jest taka wielka, murowana beka na wodę? 
- Nie zupełnie. Przecież powiedziałem wam, że w środku jest dziedziniec. Zbiornik jest pod ziemią, pod rotundą. Wejdźmy do środka a wszystko w mig zrozumiecie. 

W pierwszym pomieszczeniu, czymś w rodzaju przedpokoju lub sieni, w wykopanym rowku leżała drewniana „rynna” zabezpieczona płytą z grubego szkła. 
- Tą rynną kiedyś wypływał na zewnątrz zbiornika nadmiar wody. 
- A ta woda to skąd? – dociekała Misia. 
- Tak na sto procent, to nikt tego nie wie. Moim skromnym zdaniem, to zbiornik został wybudowany nad naturalnym źródełkiem, które cały czas dostarcza do niego wodę. Dzisiaj też, i dziś, jak kiedyś, tylko inną rurą, woda jest odprowadzana na zewnątrz w tę kępę krzewów, która stoi przez wodozbiorem. 
- Wodozbiór, to domek, który zbiera wodę – błysnął Poldek, zwracając się do siostry. 
Weszliśmy na dziedzińczyk. Pod stopami mieliśmy kratę, przez którą 
widać było wodę, a nad nami niewielki, okrągły wycinek błękitnego nieba. 
- A jak głęboki jest ten zbiornik? 
- To kolejna tajemnica. Kiedy przeprowadzano tutaj prace konserwatorskie płetwonurek, zszedł po schodach… 
- Jakich schodach? 
- Schodach, po których można zejść do zbiornika. Za chwilę sami zobaczycie… 
- Zejdziemy? – zabrzmiało pytanie na dwa głosy. 
- Nie, ale pokażę wam model rotundy, a właściwie przekrój rotundy, gdzie je wyraźnie widać. 
- To co z tym nurkiem? 
- Usiłował zbadać dno, ale jest tam spora warstwa osadu, mułu… Nie wiadomo jak gruba. 
- A właściwie, to po co jest ten wodozbiór? – Miśka, chcąc zaspokoić swoją ciekawość, chciała też chyba pochwalić się znajomością nowego słowa. 
- I tu dochodzimy do nazwy parku… 
- Nareszcie! – odetchnął Poldek. 
- Nazwa wzięła się od pawilonu zbudowanego dawno, dawno temu na wyspie, na strumieniu płynącym przez las. Czyli, mówiąc inaczej, od plenerowej łazienki. Ale nawet w końcu XVII wieku nie chodziło się do stawu po wodę, żeby nią napełnić wanny, trzeba było dostarczyć wodę czystą. Tę, którą gromadzono właśnie w wodozbiorze. 
- A ten pawilon był daleko? 
- Tam, gdzie dzisiaj stoi Pałac na Wodzie. 
- To spory kawałek – rzekł Poldek. – I oni ten kawał drogi zasuwali z wiaderkami z wodozbioru? 
- Nie, podobno woda płynęła sama podziemnymi, drewnianymi rurami. Przy okazji remontu pałacu, który był podpalony przez Niemców w 1944 roku, odnaleziono fragmenty takich rur w pokoju, gdzie według historyków były umieszczone dwie cynowe wanny. 
- A dlaczego mówisz, że podobno? 
- Bo jest to wersja bardzo prawdopodobna i można ja znaleźć w każdym przewodniku po Łazienkach, ale współcześni badacze mają pewne wątpliwości. Nie znaleziono bowiem dotychczas żadnych fragmentów na trasie wodozbiór – pałac. To nie znaczy oczywiście, że wersja z rurami jest nieprawdziwa, chodzi o to, że jest oparta bardziej na domysłach, niż na stuprocentowych materialnych dowodach. Ale jest logiczna. 

Przeszliśmy do drugiego pokoiku, gdzie na dużym „stole” stała biała, pomniejszona rotunda. 
- Miał być przekrój, jest cały model – kręcił nosem Poldek. 
- Zaraz będzie przekrój – powiedziałem i rozsunąłem dwie części makiety. 
- Faktycznie są schody. 
- Jak z lochach u złej macochy – rzuciłem. 
- Jakiej znowu macochy? 
- Złej królowej, macochy królewny Śnieżki. Miała w swoim zamku, w podziemnych lochach potok, którym mogła się wydostać łódką na zewnątrz. 
- Teraz, to już wymyślasz – Miśka bacznie mi się przyjrzała. – W filmie nie było żadnych lochów z wodą. 
- Bo to była trochę zmieniona wersja - na slajdy i na „przedpotopowy” rzutnik „Bajka”. Razem z babcią, kiedy byliśmy w waszym wieku, oglądaliśmy w taki sposób baśnie, a nie na wideo czy na komputerze. 

Popatrzyli na mnie jak na Matuzalema. Nie chcąc usłyszeć zdania, że w dzieciństwie bawiłem się z dinozaurami, wyciągnąłem bliźniaki na zewnątrz. 
- Ładnie budowali w tym XVII wieku – powiedziała Miska rzucając na rotundę ostatnie spojrzenie. 
- No, nie w XVII – zaoponowałem. - W XVII, a właściwie w XVIII, bo z tego wieku pochodzi najstarszy obraz przedstawiający wodozbiór, był to zwykły ceglany budynek, który nie był nawet otynkowany. Dopiero w XIX wieku obłożono go tymi płytami, dobudowano ganek z kolumienkami, a na górze umieszczony fryz z czaszkami byków. 
- Fryz, to od fryzury? 
- Fryz, czyli ozdobny pas. 
- Niech ci będzie. A gdzie sprzedają gofry? – w brutalny sposób zakończył wyjaśnienia Poldek. 

Nie było rady, ruszyłem z głodomorami na poszukiwanie małego co nieco. 

Andrzej Papliński

16 października 2020 roku 
Fot. Andrzej Papliński
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 387801