PODPOWIADANKI DLA RODZICÓW:

MALOWANY TEATR

- Szukajcie otwartych drzwi – poradziłem dzieciom, gdy zaczęły się rozglądać za zapowiedzianą niespodzianką. 
- Tak, to żadna zabawa – żachnął się Poldek. – Tam są otwarte drzwi. 
- Tylko tutaj idziemy spokojnie, żadnych wyścigów! – rzuciłem, a już po chwili zaglądaliśmy przez wielkie drzwi do wnętrza… sali teatralnej. Tak, okazało się, że w oranżerii był teatr. 
- Ile tutaj malunków – powiedziała rozglądając się Miśka. 
- Tak, wszystko tu jest malowane – chciałem, żeby to zabrzmiało tajemniczo, ale nie wyszło, bo żadne z bliźniaków nie podjęło tematu. 

Zacząłem wiec inaczej. 
- Jesteśmy w najstarszym zachowanym do dzisiaj teatrze warszawskim. Ponieważ sala została wybudowana w Oranżerii już za czasów króla Stanisława Augusta i na jego polecenie, wiec nazywamy to wnętrze „Teatrem Stanisławowskim”. 
- Pewnie, jak wszystkie zabytki Warszawy, też jest odbudowany – stwierdził Poldek. 
- A właśnie, że nie. Pod tym względem Łazienki miały trochę szczęścia. Poza Pałacem na Wyspie, który został podpalony, inne budynki były tylko zdewastowane przez Niemców w czasie wojny. Wystarczyło je zatem odrestaurować, nie odbudowywać. Stoicie więc przed wnętrzem takim, jakie oglądał sam król ponad dwieście lat temu. 
- Zresztą – dorzuciłem – król sam miał duży wpływ na to co widzowie oglądali poza sceną, na suficie i na ścianach teatru. Bo zrealizowano albo jego pomysły, albo przedstawiono to, co lubił. Popatrzcie na te cztery okrągłe portrety w rogach sufitu. Przedstawiają czterech autorów, którzy napisali sztuki, będące ulubionymi sztukami króla. Są to: Anglik – Szekspir, dwóch Francuzów – Molier i Racine (wym. rasin), oraz jeden autor ze starożytnej Grecji – Sofokles. Jan Bogumił Plersch (wym. plersz), jeden z nadwornym malarzy Stanisława Augusta podzielił się w ten sposób z widownią informacją o teatralnych gustach władcy. 
- A ten złocisty jeździec na środku sufitu, to też z jakiejś ulubionej sztuki króla? – zapytała Misia. 
- Nie, to jest nawiązanie do opowieści mitologicznych. Pośrodku sufitu przedstawiono greckiego boga Apolla, utożsamianego ze słońcem. Dlatego tu właśnie powozi słonecznym rydwanem, który rano wznosił się ponad horyzontem, przejeżdżał nad ziemią, oświetlając ją w czasie dnia, a wieczorem znowu się chował, pogrążając wszystko w ciemności. Ale Apollo to także patron sztuk pięknych. I to dlatego panuje tutaj nad wszystkim i nad wszystkimi. Nad wystawianą na scenie sztuką, ale i nad aktorami i całą publicznością. 
- Tej publiczności to za dużo na raz tu chyba nie weszło? – powątpiewał Poldek. 
- Tyle, co w średniej wielkości kinie. Jest tutaj 200 miejsc. Większość przed sceną na poziomie parteru, i dziewięć lóż na pierwszym piętrze, pomiędzy którymi jest również królewska. To ta, w której jesteśmy. 
- A wysoko są jeszcze inne loże. Jak spojrzałam na nie, to w pierwszej chwili myślałam, że ktoś tam siedzi – powiedziała Misia. 
- To nie są loże, tylko tak zwane „jaskółki”. W normalnych teatrach, usytuowane na najwyższym poziomie, gdzie niezbyt dobrze słychać aktorów, przeznaczone były więc dla biedniejszej części widzów. W tym jednak teatrze, niewielkim przecież, słychać było dobrze w całej sali, choć jak słusznie zauważyłaś na „jaskółkach” siedzą goście królewscy, ale namalowani. To taki żart Plerscha. Przedstawił w nich różne typy ludzi, którzy przychodzili do teatru. Są więc piękne panie z dziwnymi dla nas nakryciami głowy. Są panowie ubrani z cudzoziemska, według najnowszej francuskiej mody, ale jest również i szlachcic z podgoloną głową i ubrany w staropolski kontusz. Po dawnemu nosili się, jak to się mówi, obrońcy tradycji, przeciwnicy zagranicznych nowinek. A z lewej strony, z przodu, zobaczcie, jest tylko jedna postać, jakby kryjąca się przed wzrokiem innych. To jakiś ksiądz, który również „zabłąkał się” do królewskiego teatru. A może przyszedł po prostu na zaproszenie władcy? Bo musicie wiedzieć, że był to prywatny teatr króla, wybudowany za jego pieniądze, dla niego samego i dla zapraszanych przez niego gości, którzy nie kupowali żadnych biletów. Jeśli zdarzył się kiedyś spektakl, na który sprzedawano bilety w królewskim teatrze, to dlatego, że było to przedstawienie charytatywne, to znaczy, że cały dochód ze sprzedaży biletów przeznaczany był na pomoc ludziom biednym. Król nie zarabiał na swoim teatrze, a nawet z własnej kieszeni musiał płacić występującym w nim aktorom. A były też przedstawienia, w których grały osoby z otoczenia króla, czyli amatorzy. Tak było na przykład w dniu pierwszego przedstawienia po otwarciu teatru, we wrześniu 1788 roku. Wystawiono wówczas dwie sztuki francuskie: „Polowanie Henyka IV” Charlesa Collégo (wym. szarla kolego) i „Grzegorza Dyndałę” Moliera. Grali w nich, wyobraźcie sobie, między innymi kuzyni i kuzynki króla. A gwiazdą tego zespołu był niejaki kawaler de Maisonneuve (wym. meząnew). 
- A z tyłu, za sceną jest dużo miejsca? 
- Na dekoracje? Nie, ale w tamtych czasach dekoracje malowało się na płótnie, zawieszało wysoko nad sceną i spuszczało się tylko jedną, jako tło dla grających aktorów. Nie było rekwizytów, mebli… Za to takich „kurtyn” było kilka. Na jednych mógł być wymalowany las, do scen polowań, na drugiej łąka, na trzeciej dom z ogrodem, na czwartej miasto, na piątej… Zresztą, kto dzisiaj wie, co na nich było wymalowane. Żadna się nie zachowała do naszych czasów. Istnieją tylko krótkie opisy niektórych z nich. I te same służyły do różnych przedstawień. Rzadko zamawiane były nowe, bo ich wymalowanie było drogie. Tutaj, w Łazienkach, było 8 takich dekoracji. 
- A jak się je opuszczało? 
- Był cały system sznurów, na których opuszczało się je i podnosiło. Czasem pewnie też zdarzyło się, że opuszczono nie tę dekorację, która była potrzebna… Aktor wygłaszał na przykład tyradę o wilku, na którego się zaczaił, a tu za nim zamiast leśnej gęstwiny zjeżdżał dworek z ogródkiem i wymalowanymi kurami. Z całego tego technicznego zaplecza zachowała się do naszych czasów tylko rynna na pioruny. 
- Co? – zabrzmiał jednoczesny okrzyk dwojga słuchaczy. – Rynna na pioruny? 
- Właściwie to na grzmoty. Bo piorun to ogromna iskra, a tutaj chodziło o dźwięk. To była taka drewniana rynna z krzywymi bokami, wysoka na kilka metrów, do której wrzucało się całkiem spore polne kamienie. Odbijając się od ścianek rynny, wydawały one dźwięk, który widzom natychmiast kojarzył się z dobiegającym z oddali grzmotem. 
- A co to jest takiego nad sceną. Jakaś wielka tarcza? 
- To kartusz królewski, z symbolami Rzeczypospolitej oraz króla. Na tarczy, nad którą jest namalowana korona królewska, umieszczone są orły białe, godło Polski oraz jeźdźcy, czyli litewska Pogoń. Pamiętacie, że wam już mówiłem, iż przez kilka wieków Królestwo Polskie było połączone unią z Wielkim Księstwem Litewskim i tworzyły jedno państwo. A pośrodku kartusza jest miejsce na herb rodziny panującego króla. Tutaj jest ciołek, czyli roczny byczek, herb rodu Poniatowskich. Ten kartusz był znakiem dla wszystkich zebranych w tej sali, że są w teatrze królewskim. 
- No, dobra, a gdzie jest niespodzianka? – zniecierpliwił się Poldek. 
- Przyjrzyjcie się ścianom sali. Wydaje się, ze są wykonane z kamienia, z marmuru, prawda? 
- Chyyyba tak – niepewnie odpowiedziała Miśka, czując podstęp. 
- Tymczasem wszystko w tym teatrze jest wykonane z drewna. 
- Kolumny też? – Poldek nie uwierzył. 
- Wszystko! To jest pomalowane drewno, które tylko udaje marmur. 
- A dlaczego…? 
- Po pierwsze, tak było taniej. A po drugie, wnętrze z odpowiednio dobranego drewna zapewnia sali znakomitą akustykę. Dźwięki rozchodzą się na wszystkie strony, a odbijając się od ścian wzmacniają na tyle, że wszyscy widzowie dobrze słyszą mówiących lub śpiewających aktorów. No, i oczywiście orkiestrę. 

Po minach dzieci było widać, ze nie takiej niespodzianki się spodziewały. No cóż, rycerza w zbroi im nie wyczaruję. Na pociechę muszą wiec wystarczyć gofry.

Andrzej Papliński

9 października 2020 roku 
Fot. Natalka Chrzanowska
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 387844