JAK BERNARDO SWE WEDUTY MALOWAŁ

Ten Wenecjanin, z dużym malarskim doświadczeniem, dotarł do nas i pozostał tu przez przypadek. Jednak to Warszawie, jednemu z najpiękniejszych miast Europy północnej doby Oświecenia, pozostawił niezwykły prezent – cykl obrazów jedyny w swoim rodzaju.

Nietrudno zgadnąć, że bohaterem dzisiejszego felietonu jest Bernardo Bellotto, powszechnie nazywany Canaletto, jednak nazwa nurtu malarstwa, jaki uprawiał znany jest głównie historykom sztuki.

Zasięgnijmy zatem informacji u źródła. Mistrz Kopaliński w przepastnym tomie „Słownika Mitów i Tradycji Kultury” na stronie 1259 wyjaśnia, że słówko "weduta" pochodzi z języka włoskiego (veduta) i oznacza po prostu widok lub panoramę. Mianem tym przyjęto nazywać kierunek w malarstwie przedstawiający widok, architektoniczny krajobraz miejski, ulice, place, zespoły budowli, zarówno w rysunku, grafice, jak i na obrazach.

Początki takich realistycznych widoków miast znaleźć można już w XV wieku w Holandii, gdzie w miniaturach rękopisów pojawiają się panoramy miast, Paryża, Florencji, a nawet Krakowa. Samodzielnym, wyodrębnionym kierunkiem malarstwa staje się jednak dopiero w XVII wieku, gdy malarze niderlandzcy zaczynają malować obrazy, panoramy urbanistyczne miast. I tak na przykład Jan Vermeer, twórca arcydzieła „Dziewczyna z perłą”, tworzy w 1660 roku panoramę swojego rodzinnego Delft w promieniach zachodzącego słońca.

Największy rozkwit tego nurtu malarstwa w Italii przyniósł wiek XVIII. We Włoszech też przyjęła się jego nazwa – weduta. Miało to miejsce w czasie, gdy w Europie rozwinęła się idea edukacyjnych podróży zwanych Grand Tour. Weduty stały się wówczas modną pamiątką z podróży. Duży popyt na malowane widoki i panoramy miast przyczyniły się do rozwoju tego typu malarstwa. Kwitnącym ośrodkiem malarstwa wedutowego, dominującym na terenie Italii stała się Wenecja.
"Autoportret" Bernardo Bellotto; ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie
źródło: Wikipedia; domena publiczna
Jednym z malarzy, którzy zyskali światowy rozgłos był Antonio Canal, zdrobniale nazywany Canaletto. Ta mieszczańska rodzina przez kolejne pokolenia prowadziła cenioną pracownię malarską. To w niej zaczynał praktykę i naukę malarstwa młody Bernardo Bellotto, prywatnie siostrzeniec Antonia. Bernardo był zdolnym uczniem, szybko rozwinął swoje umiejętności. Oprócz Wenecji poznał kilka innych miast włoskich: Weronę, Florencję i Rzym. Samodzielnie prowadził pracownię, podczas dłuższego wyjazdu wuja do Anglii, co było świadectwem jego umiejętności i okazywanego mu zaufania.

Mając już 27 lat, z żoną i synkiem, Bernardo postanawia się usamodzielnić i wyjechać za granicę, chcąc zrobić karierę w kraju, gdzie malarzy jest znacznie mniej i są bardziej poszukiwani. Wybiera kierunek na północ, osiada w Dreźnie. Pełniło ono wówczas kulturalne centrum Niemiec, cel wielu Włochów z rożnych dziedzin sztuki. Tu poznał Marcello Bacciarellego, włoskiego artystę, w przyszłości nadwornego malarza króla Stanisława Augusta. Bellotto robi szybką karierę w Dreźnie, zostaje malarzem na dworze Augusta III, władcy Saksonii i króla Polski. Już po roku otrzymuje tytuł „malarza królewskiego” z solidną pensją. Uwiecznia na swoich obrazach panoramę Drezna, realizuje serie obrazów zarówno dla króla, jak i dla jego potężnego ministra hr. Henryka Brϋhla.

Niestety, ta kwitnąca kariera Bellotta zostaje brutalnie przerwana. Nieoczekiwany wybuch wojny siedmioletniej w 1756 roku kładzie kres bujnemu życiu artystycznego Drezna. Dwór i król uciekają do Warszawy. Drezno, zrujnowane bombardowaniem wojsk pruskich, legło w gruzach. Bellotto ze swą powiększoną rodziną postanawia przenieść się do Wiednia, gdzie zostaje nadwornym malarzem cesarzowej Marii Teresy. Powstają widoki cesarskiego Wiednia, w tym pałacu Schὅnbrunn. Jednak na wieść o zniszczeniu jego domu w Dreźnie postanawia wrócić. Krótko potem umiera August III. Brak protektora, powojenne trudności w Dreźnie, brak dobrze płatnej pracy sprawiły, że Bellotto decyduje kolejny raz zmienić miejsce swego zamieszkania. Wieść o objęciu władzy w Rosji przez młodą carycę Katarzynę II, opiekunkę artystów sprawia, że za cel podróży obiera Petersburg. Trasa jego podróży wiedzie przez Warszawę. Jest rok 1767, Polska była wówczas pod rządami niedawno obranego króla Stanisława Augusta, mecenasa sztuk pięknych. Tu spotyka się ze swym przyjacielem Marcello Bacciarellim, malarzem nadwornym króla. Atmosfera dworu, nadzieja na pracę i dobre zarobki sprawiły, że zatrzymuje się w Warszawie, jak się okazało do końca życia.

I tak rozpoczyna się trzynastoletni pobyt Bernarda Bellotto w Warszawie, a jego najważniejszy najcenniejszy owoc możemy dziś podziwiać w Sali Zamku Królewskiego zwanej salą Canaletta.
Sala Canaletta w Zamku Królewskim w Warszawie
Fot. Franciszek Trynka
Przyjęło się u nas nazywać Bernarda Bellotto przydomkiem „Canaletto”, mimo, że pierwotnie tak mówiono, jeszcze w Wenecji, o jego wuju Antonio. Sam Bellotto często podpisywał swoje obrazy „Bernardo Canaletto”, czym wprowadzał dodatkowe zamieszanie.

Bernardo Bellotto w swym pracowitym twórczym życiu namalował około 70 obrazów. Jednak niezwykła wartość cyklu widoków Warszawy sprawiła, że to on jest wizytówką malarza. Pierwsze królewskie zlecenie dotyczyło wedut Rzymu. Cykl 15 obrazów powstał w 1768 roku. Dziś w zbiorach Zamku znajduje się tylko jeden z nich, odzyskany całkiem niedawno. Przedstawia widok rzymskiego Kapitolu. Podobnie jak jego dziad, Bernardo malował również dekoracje dla teatrów warszawskich. Jednym z jego pierwszych zleceń otrzymanych od króla była dekoracja malarska pomieszczeń parteru Zamku Ujazdowskiego, wtedy jeszcze Stanisław August wiązał nadzieje na urządzenie w nim swej rezydencji. Dekoracje te uległy jednak zniszczeniu, gdy zamek przekazano wojsku.
W roku 2018 do Zamku Królewskiego powrócił obraz Canaletta "Widok Kapitolu z kościołem Santa Maria in Aracoeli"
Fot. Franciszek Trynka
Sukcesem Canaletta okazały się jego dwa dzieła historyczne. „Elekcja Stanisława Augusta”, która w nieco zmienionej formie namalowana została dla cyklu zamkowego po raz drugi, oraz „Wjazd uroczysty do Rzymu Jerzego Ossolińskiego” w 1633 r.

Dziełem drugiej połowy jego życia jest cykl widoków i panoram XVIII-wiecznej Warszawy, który stał się wizytówką malarza. Nic dziwnego, że król doceniał jego prace, również finansowo. Jego pensja oraz dodatki na cele utrzymania w Warszawie sprawiły, że był on obok Merliniego i Bacciarellego najlepiej opłacanym artystą.

W czym tkwi niezwykła wartość i fenomen panoram miasta stworzonych przez Canaletta? Fotograficzną wierność detali na obrazach malarz uzyskiwał, wspomagając się urządzeniem zwanym camera obscura. Ten prosty przyrząd optyczny, praprzodek aparatu fotograficznego, pozwalał na uzyskanie wiernego obrazu na matowej przesłonie zastąpionej w przyszłości kliszą fotograficzną. Dzięki niemu artysta wykonywał w plenerze dokładne szkice, które dopiero w pracowni uzyskiwały właściwą formę. Kolejnym walorem obrazów Canaletta jest ich wierność historyczna. Canaletto utrwalał miasto żywe, przedstawiał jego mieszkańców pochodzących ze wszystkich sfer. Obok bogatych powozów i pięknie ubranych szlachciców, przechadzają się biedacy w łachmanach. Jeśli przed pałacem Lubomirskich suszyło się pranie na sznurze, to motyw ten znalazł się na obrazie. Jeśli obok głównego obiektu znalazła się budowla w rusztowaniach, to też została namalowana. Jego obrazy, to niczym dzisiejsza dokumentacja fotograficzna. Nic dziwnego zatem, że obrazy Canaletta były wielką pomocą dla architektów i konserwatorów zabytków podczas odbudowy ze zniszczeń wojennych. Dla przykładu kamienica Johna przy Krakowskim Przedmieściu 89 (to ta, w której zainstalowano schody ruchome) została przebudowana w XIX wieku, a w 1944 roku całkowicie zniszczona. Po wojnie w tym miejscu poprowadzono tunel trasy W-Z. Oglądając tę kamienicę dziś, stojąc na placu Zamkowym, pomyślmy, że jej rekonstrukcja w pięknej, pierwotnej XVIII-wiecznej wersji była możliwa właśnie dzięki dziełu Canaletta.
Kamienica Johna przy placu Zamkowym
Fot. Franciszek Trynka
Canaletto nie zapuszczał się nigdy w uliczki Starówki. Nie pokazał ówczesnego widoku kolegiaty św. Jana oraz Rynku. Podobnie, będąc w Wiedniu, nigdy nie namalował katedry św. Stefana. Ponadto, jako lojalny malarz królewski nie malował osiągnięć bezpośrednich poprzedników panującego władcy. Stąd w jego twórczości brak pałacu Saskiego i osi saskiej. A jego przedwczesna śmierć jest przyczyną braku w jego panoramach ukończonych dużo później budowli stanowiących letnią rezydencję króla w Łazienkach.

Spacerując dziś Krakowskim Przedmieściem, zwróćmy uwagę na specjalne konstrukcje z wbudowanymi kopiami obrazów Canaletta. Zostały one ustawione w miejscach, gdzie mistrz szkicował kiedyś swoje panoramy.
Szklany stos z kopią obrazu przedstawiającego Krakowskie Przedmieście w stronę placu Zamkowego
Fot. Franciszek Trynka
Canaletto zmarł w Warszawie 17 listopada 1780 roku i został pochowany w kościele Kapucynów. Jak widać na jego autoportretach był osobą otyłą, dlatego najbardziej prawdopodobną przyczyną jego śmierci był atak serca. Ciekawostką jest, że Canaletto, mimo iż bardzo dobrze opłacany przez Stanisława Augusta, pozostawił żonę ze sporym długiem, ponad 300 dukatów. Kobieta udała się na audiencję do króla z prośbą o pomoc finansową. Władca nie tylko sam spłacił dług, ale ustanowił także rentę dla wdowy.

Dziś, gdy podziwiamy zamkową kolekcję dzieł Canaletta nie zdajemy sobie sprawy, jakie były jej koleje losu w czasie zaborów i wojen. Wywożone, odzyskiwane, ratowane. To historia niczym z sensacyjnego filmu. Wielkim szczęściem dla nas jest możliwość oglądania dziś widoków starej Warszawy w odnowionym Zamku, którego są niewątpliwą ozdobą.

Franciszek Trynka
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 609793