CZEKOLADOWE IMPERIUM

Kiedy byłem uczniem szkoły podstawowej fabryka na Kamionku nosiła oficjalną nazwę „Zakładów Cukierniczych im. 22 Lipca”, ale na logo fabryki widniał dopisek „d. E. Wedel”. To „d.” oznaczało „dawniej”. Ta informacja była ważna dla klientów zagranicznych, pamiętających jeszcze wyroby przedwojennej firmy ( a ogromna część produkcji szła również w czasach PRL-owskich na eksport). Mimo to nigdy nie słyszałem , aby ktoś mówił, że jadł czekoladę z „22 Lipca”. Jadło się czekoladę czy torcik wedlowski. Dwa razy w roku, dostawaliśmy z siostrą paczkę świąteczną, w której były, „wystane” przez mamę w „wedlowskim sklepie”: ptasie mleczko, czekolada mleczna i mieszanka czekoladowych cukierków. Wśród nich moje ulubione: Pierroty i Bajeczne.

Mimo iż członkowie rodziny Wedlów byli po II wojnie prześladowani przez Urząd Bezpieczeństwa, zaś jej majątek został znacjonalizowany, w świadomości zwykłego Kowalskiego zachowała się w jakiś niezwykły sposób ciągłość historii zakładów i ich tożsamość. Coś czego, paradoksalnie, brakuje mi dzisiaj, gdy sprywatyzowana fabryka stała się w 1991 roku jedną z pierwszych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Ale co jeszcze odnajduję choć przez chwilę, pijąc gorącą czekoladę, wśród starych mebli, w firmowym salonie przy ulicy Górskiego. W salonie mieszczącym się w ponad stuletniej kamienicy, na której dachu króluje jak niegdyś wedlowski chłopiec na zebrze, przedwojenny symbol przedsiębiorstwa.

I to pewnie z tej tęsknoty za dawnym Wedlem sięgnąłem do książki Łukasza Garbala „Wedlowie – czekoladowe imperium”. Książki poważnej i grubej (zawierającej prawie pół tysiąca stron), jak przystało na historię rodu, który pojawił się w Warszawie już na początku lat pięćdziesiątych XIX wieku. 16 listopada 1851 roku, w niedzielnym wydaniu „Kurjera Warszawskiego” pojawiło się pierwsze ogłoszenie sygnowane przez Carla Wedla zachęcające do odwiedzin jego nowo założonej cukierni, w której można było nabyć „drezdeński słodowy syrop, nader skuteczny na kaszel i katar, buteleczka à fl. 1 ½ i fl. 3, bardzo za granicą poszukiwany; oraz karmelki piersiowe”. Założyciel warszawskiej gałęzi Wedlów rozpoczynał bowiem jako cukiernik-farmaceuta.

Czekolada pojawiła się w ofercie firmy dopiero po kilku latach, wprowadzona z niezwykłym PR-owym rozmachem. Choć to nie są jeszcze czasy drapieżnego marketingu, to już wówczas handel opierał się na dobrej informacji i reklamie. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Carl, a później także jego syn Emil, który przejął zarząd firmy w trudnym okresie po zamieszkach patriotycznych roku 1861. Reklama i inwestycje. To główne filary działalności, ale i sukcesu przedsiębiorstwa, które ze skromnej cukierni przy ulicy Miodowej, rozrośnie się, na przełomie wieków, w sporą manufakturę czekolady przy ulicy Szpitalnej, zaś w latach trzydziestych XX wieku będzie już wielką fabryką usytuowaną na prawym brzegu Wisły. Razem z autorem stajemy się świadkami tej niezwykłej historii.

Ogromna praca wykonana przez Łukasza Garbala przy gromadzeniu materiałów w najprzeróżniejszych źródłach, zaowocowała pozycją, którą czyta się z wielkim zainteresowaniem. Pełna szczegółów, rysuje ona nie tylko dzieje rodziny oraz fabryki, ale sytuuje ich historię na tle kolejnych epok. Czasów rozwoju, prosperity, wyzwań na skalę europejską, czasów trudnych, oraz czasów klęski. Klęski finansowej, majątkowej, której jednak towarzyszyło zwycięstwo moralne rodziny Jana Wedla i jego siostry Eleonory Whitehead. Ukazuje ona obraz przedsiębiorców, którzy poza zyskiem widzą również człowieka, personel, który ów zysk dla nich wypracowuje. Przedwojenna fabryka była stawiana jako przykład współczesnego zakładu przyjaznego pracownikom. Coś, co dzisiaj wydaje się rozwiązaniem oczywistym, banalnym wręcz, wówczas było nowością. Stołówka zakładowa, żłobek, przedszkole, rozwinięty system socjalny… Również w tym zakresie Wedlowie okazali się pionierami.


„Wedlowie – czekoladowe imperium”, pozycja objętościowo duża, podzielona jest na niewielkie rozdziały, co sprawia, iż czytelnik nie jest przyduszony nadmiarem informacji. Już wizualnie książka daje nam pewien oddech. Dla jednych będzie to lektura wciągająca na tyle, że „połkną” ją w ciągu jednego lub dwóch dni. Inni odkładając ją po kilkunastu stronach, z przyjemnością wrócą do niej, aby kontynuować odkrywanie dziejów czekoladowego królestwa rodziny Wedlów. Aby na koniec stwierdzić z żalem, że doczytują już jej ostatnie strony.
Andrzej Papliński
WEDLOWIE - czekoladowe imperium

Autor: Łukasz Garbal
Wydawnictwo: czarne 
Rok wydania: 2021  
Oprawa: twarda 
Liczba stron: 501 
Format: 21,5 x 16,5 cm
Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 609824