PODPOWIADANKI: KIM BYŁ TEN FRET?

Wyszliśmy ze Starego Miasta przez Barbakan i znaleźliśmy się na ulicy Freta. Pierwsze pytanie zadał Poldek.
- Ostatnim razem, jak tu byliśmy, zapomniałem cię zapytać. Kim był ten Fret?
- Jaki Fret? – zapytałem półprzytomnie.
- No, patron tej ulicy!
- Przepraszam, zamyśliłem się – zniecierpliwiony głos Poldka otrzeźwił mnie.
– Nie było żadnego Freta, to znaczy człowieka, który by tak się nazywał…
- To skąd nazwa ulicy? – dopytywała się Misia.
- Dokładnie nie wiemy. Istnieją bowiem dwa wytłumaczenia. Jedno odnosi się do języka łacińskiego. W średniowieczu ten teren za barbakanem nazywano „Fretha Novae Civitatis”, co można tłumaczyć jako bezdroże, ugór nowomiejski… Drugie określenie ma pochodzić z języka niemieckiego – „Freiheit”. A to słowo oznacza wolność, swobodę, być może miejsce nieskrępowanego miejskimi przepisami handlu. I dlatego określano w ten sposób miejsce przez bramą miejską, gdzie organizowane było targowisko. Mieszkańcy miasta spolszczyli którąś z tych nazw i nazwali drogę prowadzącą w stronę Starej Warszawy „Fretą”. I tak już pozostało.

Zatrzymałem się i rzuciłem bliźniakom wyzwanie.
- Poszukajcie sowy!
Bliźniaki spojrzały na mnie z politowaniem i jednocześnie wskazały palcami na brązową sowę „siedzącą” pod dachem kamienicy stojącej na rogu ulic Freta i Długiej.
- Mógłbyś jakieś trudniejsze zadania wymyślać, a nie takie dla przedszkolaków – powiedziała Miśka. – Przecież z daleka ją widać.
- To może młodzież szkolna potrafi mi odpowiedzieć na inne, trudniejsze pytanie: kto mieszkał kiedyś w tym domu?
- Francuski baloniarz – z tryumfem w głosie powiedział Poldek, a Miśka zaśmiała się widząc, że tym razem to moje oczy robią się ze zdziwienia wielkie jak spodki.
- Czapki z głów, panie Poldek! – wykrztusiłem. – Skąd o tym wiesz?
- Z twoich notatek, które widziałem wczoraj na biurku – przyznał się skromnie rodzinny agent 007.
- A zapamiętałeś coś jeszcze?
- Miał dwa imiona, nazwisko na „B” i latał balonem za czasów króla Stasia.
- Wszystko się zgadza. Nazywał się Jean-Pierre Blanchard. Pierwsze balony, tzw. mongolfiery napełniane były gorącym powietrzem, on zaś nie wynalazł wprawdzie, ale udoskonalił balon napełniany wodorem (to gaz lżejszy od powietrza) i zarabiał na życie, prezentując go w różnych krajach. Był pierwszym człowiekiem, razem z amerykańskim lekarzem Johnem Jeffriesem, któremu udało się pomyślnie przelecieć balonem nad kanałem La Manche. Stało się to w styczniu 1785 roku. A cztery lata później bawił w Warszawie. 10 maja, w obecności króla Stanisława Augusta, wystartował z ogrodów, usytuowanych na końcu dzisiejszej ulicy Foksal, i, po ponad 40 minutach, wylądował na terenie Białołęki. Był to pierwszy lot załogowy balonem w Polsce.

Staliśmy jeszcze przez chwilę przy ulicy Długiej, potem zaś poszliśmy dalej prosto. Idąc rzuciłem kolejne wyzwanie.
- Młodzieży, niech młodzież poszuka teraz lwa.
Tym razem nie poszło im tak łatwo, ale jednak po minucie czy dwóch Miśka wskazała ręką kamienicę z dwoma balkonami, pod którymi znajdowały się dwie płaskorzeźby.
- Brawo, Misia! – pochwaliłem ją za spostrzegawczość. – To kamienica pod Samsonem. I to tę właśnie postać ze Starego Testamentu, człowieka o nadludzkiej sile, pokazują płaskorzeźby. Ta nad lewymi drzwiami przedstawia Samsona zabijającego gołymii rękami lwa. Ta nad prawymi drzwiami ukazuje moment, gdy jego ukochana Dalila zdradziecko obcina mu włosy, w których skoncentrowana była jego siła. Niestety, krótkowłosy Samson był bezsilny jak dziecko.
- Bajki – powiedział trzeźwo myślący Poldek. – Siła jest w mięśniach a nie we włosach. Gdyby było inaczej, to Maciek byłby najsilniejszy w całej klasie, a to przecież chuchro!

- Poldek, a wczytałeś się głębiej w moje notatki? Kto mieszkał w tej kamienicy?
- Nie wiem.
- To powiedzcie mi, czy mówi wam coś tytuł „Dziadek do orzechów”?
- Widziałam taki film, jak byłam mała…
- Powiedziała duża Miśka – zadrwił z niej braciszek.
- Oj, to było jeszcze w przedszkolu.
- Film był na pewno z piękną muzyką? – spojrzałem pytająco na Misię.
- No, podobała mi się.
- Muzyka na pewno była rosyjskiego kompozytora Piotra Czajkowskiego. Od ponad stu lat, na scenach wielu teatrów wystawiany jest balet z jego muzyką.
- I to on tu mieszkał?
- Nie, chociaż wiem, że był co najmniej raz w naszym mieście, w roku 1892. Wystąpił wówczas w Teatrze Wielkim jako dyrygent. Ale nie wiem, gdzie się zatrzymał. Może po prostu w jakimś hotelu.
- To po co o nim tutaj mówisz?
- Bo mieszkaniec tej kamienicy napisał pod tym samym tytułem opowiadanie, według którego powstał balet. Był to pruski, czyli niemiecki, urzędnik, ale też pisarz, poeta, malarz, muzyk i kompozytor, Ernest Teodor Amadeusz Hoffmann. Właśnie jako urzędnik przyjechał do Warszawy w 1803 roku. Było to już po III rozbiorze Polski, gdy nasze miasto znalazło się w granicach Królestwa Pruskiego.
- I tutaj napisał „Dziadka”? – zainteresowała się Misia.
- Nie, powstał on dużo później, w roku 1816. Hoffmann mieszkał już wtedy w Berlinie.
- Szkoda. Fajnie byłoby powiedzieć, że „Dziadek do orzechów” powstał w Warszawie.

Przeszliśmy jeszcze parę metrów i uznałem, że czas na kolejną zagadkę.
- Ile Polek dostało Nagrodę Nobla?
- Dwie – rzucił bez wahania Poldek.
- Trzy – poprawiła go Misia.
- Jak trzy? Skłodowska i Szymborska!
- A Tokarczuk?
- Faktycznie!
- A Olga Tokarczuk kim jest z zawodu? – zapytałem.
- Noo… tym… tą…
- Pisarką – podpowiedziałem.
- No, właśnie, to chciałam powiedzieć.
- Dobrze. A która, waszym zdaniem, urodziła się na tej ulicy?
- Skłodowska – zgodnym chórem odpowiedziały bliźniaki, a ja pokiwałem głową na potwierdzenie.
- Stało się to w tym domu – wskazałem na pięknie odremontowaną kamieniczkę. – Tutaj państwo Skłodowscy mieszkali przez osiem lat. I tutaj przyszły na świat wszystkie ich dzieci, cała piątka. Maria, najmłodsza ich córka, urodziła się tu 7 listopada 1867 roku. A rok później cała rodzina musiała się przeprowadzić na ulicę Nowolipki, bo tam znajdowało się gimnazjum, w którym Władysław Skłodowski, czyli jej tata, zaczął pracę jako profesor matematyki i fizyki.
- To musieli być bogaci ludzie, jak mieli taką kamienicę – stwierdził Poldek. – Sprzedali ją jak się wyprowadzali, czy zostawili sobie na wynajem?
- To nie była ich kamienica – roześmiałem się. – Z nauczycielskich pensji nie wybudowaliby sobie takiego domu. Tutaj była wówczas szkoła dla panien, której dyrektorką była pani Bronisława, matka Marii. Mieszkali po prostu w służbowym mieszkaniu.

Dzieci zaczęły się już trochę nerwowo rozglądać, więc zadałem im ostatnie pytanie.
- Czy wiecie, co to znaczy anciupecio? Zakładam się, że nie! Kto przegra stawia czekoladę!
Bliźniaki zmarszczyły brwi, ale od tego wiadomości im nie przybyło, ani nie wróciła pamięć…
- Nie wiecie? Nic dziwnego, nikt tego nie wie. Za to wiele osób wie, że tak właśnie w rodzinie Skłodowskich nazywano malutką Marysię. Takie małe Anciupecio!
- To się nie liczy! – bliźniaki znowu zareagowały zgodnym chórem. – To pytanie jest nieuczciwe.
- Może i macie rację. Niech wam będzie. Ja stawiam!
Na gorącą czekoladę nie musieliśmy daleko iść. Jakimś „dziwnym trafem” gościnne drzwi salonu Wedla były tuż obok nas.
Tekst i zdjęcia: Andrzej Papliński

Zapraszamy do czytania poprzednich podpowiadanek:

JAK TO Z SYRENKĄ BYŁO...

Chodzicie z dziećmi po mieście. Po drodze mijacie ulice, place, pomniki. Czasem może któreś z dzieci rzuci pytanie na ich temat...

SYRENKA Z KATEDRY

Szliśmy ulicą Świętojańską. Miśka i Poldek, jak zwykle, ciągnęli mnie do ich ulubionych lodów...

CHRYSTUS OD FARY

Lody lodami, ale w końcu znaleźliśmy się w środku katedry św. Jana. Przeszliśmy obok kaplicy – mauzoleum kardynała Stefana Wyszyńskiego i poszliśmy w kierunku kaplicy Baryczkowskiej...

JAK TO Z GOLIATEM BYŁO...

Obeszliśmy katedrę i, idąc wzdłuż murów kościoła, kierowaliśmy się ku Kanonii. Nagle Miśka, która szła pierwsza, zatrzymała się ...

LATARNIE NA DACHACH...

Ruszyliśmy szukać wielkiego stawiacza min. Żeby wyjść poza mury obronne miasta musieliśmy przejść przez rynek....

BRAMA BRAMIE...

Wyszliśmy z rynku i ulicą Nowomiejską ruszyliśmy w stronę barbakanu. Zatrzymałem się tuż przed nim...

O MAŁYCH ŻOŁNIERZACH 

Przed nami, na tle murów obronnych odcinała się niewielka sylwetka. Podeszliśmy bliżej. Na cokole stał mały chłopiec okryty panterką...

POGODA NA ULICY PIWNEJ

Weszliśmy w ulicę Wąski Dunaj, po minucie minęliśmy po lewej stronie Szeroki Dunaj, który kiedyś odgrywał również rolę rynku...

STAROMIEJSKIE GOŁĘBIE

Ulicą Piwną poszliśmy w kierunku placu Zamkowego. Po drodze minęliśmy kamienicę, w której kiedyś mieszkał aktor...

PIWNA CZY TO PTASIA

Szukaliśmy na ulicy Piwnej ptasiej mamy z jej dziećmi. Jak szliśmy w stronę gołębi, widziałam orła, ale czy był z pisklętami...

FRYCEK NA COKOLE

Alejami Ujazdowskimi szliśmy w stronę głównej bramy parku łazienkowskiego. ...

DLACZEGO NIE TUTAJ

Miałem już zamiar odejść od pomnika Fryderyka Chopina, ale Poldek zatrzymał mnie krótką uwagą...

ORANŻERIA CZY GALERIA? 

 Skierowaliśmy się w stronę schodów prowadzących na dół, na tyły Starej Pomarańczarni.

MALOWANY TEATR

- Szukajcie otwartych drzwi – poradziłem dzieciom, gdy zaczęły się rozglądać za zapowiedzianą niespodzianką. 

NO, CO Z TĄ NAZWĄ?

Okazało się, że gofry muszą chwilę poczekać. Po drodze zobaczyliśmy okrągły domek z kolumnami przy wejściu...

DOOKOŁA WODY

Bliźniaki oblizywały się po zjedzonych gofrach, ja płaciłem rachunek, a wokół kręciły się gromadki wróbli kłócących się o okruchy z ciastek...

PRZED PAŁACEM

Szliśmy szeroką alejką w kierunku mostka. Pałac pojawiał się i znikał między gałęziami drzew rosnących nad stawem. Tuż przed mostem odezwałem się tajemniczo zniżając głos...

KARMIĆ I NIE SZKODZIĆ!

Siedzieliśmy na ławce nad brzegiem stawu. Ja kontemplując piękną powierzchnię wody błyszczącą od promieni słonecznych, bliźniaki klikając w swoich „piekielnych maszynkach”...

CO MA KOLEJ DO OBRUSA?

Co ma starożytna Grecja do obecnej kolei? Czym była droga żelazna? Czemu szyny mają taki a nie inny rozstaw? Miśka i Poldek na tropie kolejowych tajemnic.

A GDZIE TEN DWORZEC?

Przyglądałem się Poldkowi. Wyraźnie coś go intrygowało. I rzeczywiście… za chwile wszystkie wątpliwości miały się rozwiać...

JAK TO Z CZASEM BYŁO

Czy pociągi zawsze jeździły po dwóch torach? Jak liczono czas w podróży transsyberyjskiej? Poldek i Misia zgłębiają problem względność czasu.

POCIĄGOWA MATEMATYKA

Czy oglądając parowozy można zajmować się szyframi? Okazuje się, że można. Poznajcie wybitnych deszyfrantów, Miśkę i Poldka. 

PODPOWIADANKI:
NAJWYŻSZY CZY NIE?

Tym razem Misia i Poldek muszą się zmierzyć z zagadką, który budynek w Polsce jest najwyższy. Wbrew pozorom odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna.

PODPOWIADANKI:
ARRASY CZY GOBELINY?

Czy w Zamku Królewskim można spotkać okrutne gobliny? Tym razem, Miśka i Poldek, uciekając przed burzą szukają schronienia w siedzibie króla Stasia...

PODPOWIADANKI:
W PRZEDPOKOJU U KRÓLA

Dziś bliźniaki poznają różnicę między własnym przedpokojem a królewską antyszambrą... 

PODPOWIADANKI:
KRÓL OCZEKUJE

Misia i Poldek dowiadują się, czy można usiąść po prawicy króla na jego tronie i jak ratować ścienne malowidła przez bombardowaniem.

PODPOWIADANKI: 
KRÓL OCZEKUJE

O pudelmantlu, muchach na nosie i małym łóżku, które okazuje się duże. Misia i Poldek buszują dzisiaj po apartamentach Stanisława Augusta.

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 387860