PODPOWIADANKI: BLIŹNIAKI I WEHIKUŁ CZASU

Tego wieczoru nastawiałem się na spokojne kończenie swojego nowego artykułu, kiedy zadźwięczał dzwonek u drzwi mojego ursynowskiego mieszkania. Otworzyłem je i tuż za progiem zobaczyłem Poldka i Misię. Zanim któreś z rodziców stojących za nimi mogło wyjaśnić sytuację, z wyjaśnieniami pośpieszyły bliźniaki.
- Rodzice idą Markowskich!
- My nie idziemy!
- U Markowskich jest nudno!
- Żadnych dzieci!
- To już wolimy zostać u ciebie! – ten niewątpliwie życzliwy, choć chyba też nieco ironiczny komplement wypowiedziały razem.
Po kolacji włączyłem dzieciom kreskówkę i na parę minut zasiadłem za biurkiem, żeby napisać chociaż konspekt nowego artykułu. Po kwadransie wróciłem do salonu. Na ekranie telewizora kręciły się filmowe esy floresy, a Poldek i Misia, nie zwracając na nie zupełnie uwagi, siedzieli na kanapie z nosami wlepionymi w swoje smartfony. „Te szatańskie maszyny doprowadzą mnie kiedyś do zawału – pomyślałem. – Ale niedoczekanie wasze”. Usiadłem na krześle naprzeciwko dzieci. W milczeniu zacząłem się im przypatrywać. Pierwsza zauważyła to Misia.
- Coś chcesz? – zapytała uprzejmie.
- Nie, nic…
Poldek tylko rzucił ukradkowe spojrzenie w moją stronę, nie przestając czegoś szukać na maleńkim ekranie.
- Widziałem niedawno zdjęcie w internecie… - zacząłem.
- Więc też serfujesz? – mruknął.
- A nam mówisz, że to diabelski wynalazek – dorzuciła Miśka. Zbyłem ich milczeniem, a po chwili rozpocząłem na nowo.
- Widziałem więc zdjęcie w internecie z pewnego przyjęcia. Wokół stołu siedziało kilka osób, a na pierwszym planie było widać koszyk z komórkami.
- Też to widziałem. Przyjęcie u babci.
- Nie, to było przyjęcie w restauracji. Z podpisem, że ta osoba, która jako pierwsza sięgnie po swój telefon płaci rachunek. Za wszystkich.
- Nie poszłabym nigdy na takie przyjęcie – wzdrygnęła się Misia.
- Pewnie, bo to ty byś musiała go zapłacić – brat był dla niej bezlitosny.
- No, przyganiał kocioł garnkowi – skomentowałem jego słowa i dodałem – A ja mam dla was wyzwanie. Chociaż nie wiem, czy warto was wystawiać na próbę, bo i tak wiadomo, że przegracie.
Bliźniaki spojrzały na mnie podejrzliwie. Potem spojrzały na siebie…
- Czyżbym się mylił? Podejmujecie rękawicę?
- Jaką rękawicę?
- Czy przyjmujecie zakład?
- A co możemy wygrać?
- Jeśli wygracie, zafunduję wam bilety do kina.
- A ta próba…? Mamy wytrzymać bez komórek przez cały wieczór?
- Gorzej. Zabiorę was na wirtualną wycieczkę. Ale przez cały czas jej trwania musicie mieć zamknięte oczy. Możecie pytać, komentować, ale nie wolno otwierać oczu. Kto pierwszy otworzy chociaż jedno oko, przegrywa.
O dziwo, dzieciaki zgodziły się. Musiały widać od jakiegoś czasu bezskutecznie walczyć z rodzicami o jakąś kinową nowość.
- Usiądźcie wygodnie w fotelach. Jesteście gotowi? Zatem zamykamy oczy!
Belweder w roku 1825, autor nieznany; za K. Jabłoński, M. Kwiatkowski "Belweder"
Domena publiczna
Rozpocząłem moją opowieść.

- Jesteście parą wybitnych naukowców, którym udało się skonstruować wehikuł czasu, urządzenie, dzięki któremu można się cofnąć o kilka wieków. Niczym śmigłowcem można nim nadlecieć w wybranym czasie, nad wybrane miejsce. Profesor Leopold postanowił go wypróbować, wybierając się na pole grunwaldzkie. Zanim jednak ustawił docelowy czas na 14 lipca 1410 roku, jego siostra bliźniaczka, pani profesor Michalina, przez nieuwagę wcisnęła „Warszawa, rok 1822”.
- Wiadomo – zgryźliwie mruknął pod nosem Poldek.
I już po chwili wasz pojazd leciał ku Warszawie. W pewnym momencie ujrzeliście w dole pałac o nieskazitelnej bieli, jakby dopiero co został otynkowany. Stał na wysokiej skarpie w otoczeniu zieleni. Przecież to Belweder – pomyśleliście. Ale… Gdzie się podział ogród różany, gdzie wielki basen, w którego wodzie odbija się pomnik Fryderyka Chopina? Ba, samego pomnika też nie ma. Tylko poniżej pałacu, wśród drzew widać trzy nowiutkie pawilony: Świątynię Diany, Świątynię Egipską i oranżerię, która wyglądała jak średniowieczna budowla. Nagle, dostrzegliście pędzącą od północy karetę. Po kilku minutach wjechała ona przez bramę na dziedziniec przed pałacem i wysiadł z niej oficer z dwunastoletnim może chłopcem. Wbiegli obaj do budynku i już po chwili przez otwarte okna słychać było dźwięki fortepianu. Cudowne dziecko Warszawy, Fryderyk Chopin, znowu musiało grać przed wielkim księciem Konstantym. Mówiono w mieście, że jego gra miała moc poskramiania wybuchów gniewu, a nawet szału, wszechwładnego właściciela pałacu, którego brat, car Aleksander, postawił na czele polskiej armii. Kto wie, może dzięki swojej grze Fryderyk uratował kogoś od kary a może nawet od śmierci. Poniżej pałacu, wśród gęstych zarośli, było bowiem miejsce okryte złą sławą, nazywane Syberią. Tam często szli polscy oficerowie upokorzeni przez Konstantego. Szli, aby popełnić samobójstwo. Woleli śmierć od dalszej służby pod rozkazami znienawidzonego despoty.

W tym momencie w mojej głowie przewodnika miejskiego pojawiła się myśl, że to o tym należałoby opowiadać ludziom stojącym dzisiaj nieopodal, nad ławeczką, która gra pierwsze takty poloneza A-dur op. 40 nr 1, zwanego wojskowym. O dobroczynnym wpływie małego muzyka na bezwzględnego satrapę, a nie o jego hipotetycznych zabawach w belwederskich ogrodach z Pawłem, synem Konstantego…
Ławeczka Chopina przy pomniku Mikołaja Kopernika
Fot. Andrzej Papliński
Wasz wehikuł okrążył pałac, po czym skierował się zgodnie z instrukcją znowu na północ, w stronę Warszawy. Bo Belweder był wówczas poza granicami miasta. Niedługo potem pojazd krążył nad pustym placykiem przed pałacem Staszica, a w zasadzie nad placem jego budowy, bowiem minie jeszcze rok zanim budynek zaprojektowany przez pana Antonio Corazziego będzie udostępniony właścicielowi, czyli Królewskiemu Towarzystwu Przyjaciół Nauk. Jeszcze dłużej będą zaś czekać warszawiacy na odsłonięcie pomnika Mikołaja Kopernika. Stanie się to dopiero 11 maja 1830 roku. Po lewej stronie stoi już wielka kamienica pani Sapieżyny, z domu Zamoyskiej, choć wcale nie podobna do tej późniejszej, okazałej, z wieloma mieszkaniami na wynajem i płaskorzeźbami przedstawiającymi mitologiczne opowieści. Ta, w której mieszkała siostra Fryderyka, Izabella Barcińska, i w której 1 października 1861 roku zmarła matka kompozytora. Kamienica, z której okna rzucono we wrześniu 1863 roku bombę w stronę karety carskiego namiestnika Fiodora Berga. W odwecie rosyjscy żołdacy splądrowali cały dom. Meble, książki, obrazy, pamiątki rodzinne jego mieszkańców wyrzucali przez okna na bruk i układali w wielki stos. Wkrótce błysnął na nim ogień. Świadkowie tych wydarzeń mówili później, że płomienie były tak wysokie jak dzwonnice pobliskiego kościoła Świętego Krzyża. Zniszczony został wówczas też fortepian, na którym grał w rodzinnym domu Fryderyk Chopin, zniszczone pamiątki po nim, gromadzone w siostrzanym mieszkaniu.

Nic dziwnego – pomyślałem - że dzisiaj stanęła w tym miejscu kolejna ławeczka Chopina. Ta, która gra fragment etiudy c-moll, op. 10 nr 12, zwanej Rewolucyjną. Charakter tej muzyki doskonale odpowiada dramatycznym wydarzeniom z roku 1863, z okresu powstania styczniowego.
Wykonawcą Etiudy Rewolucyjnej jest, niewiele starszy od moich bliźniaków, Patryk Kisła z Legnicy
Wasz pojazd odleciał raptem na sto, może dwieście metrów wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. Ulica była już brukowana, ale bez chodników. Wehikuł okrążył jeden raz kościół Świętego Krzyża, przed którym nie było jeszcze figury Chrystusa (pojawi się ona dopiero w 1858 roku), a oprócz szerokich schodów przed główne wejście świątyni wiódł także… podjazd dla karet i fiakrów.

Na chwilę zamilknąłem, a moje myśli wybiegły znowu w przyszłość. Tutaj, w parafialnym kościele rodziny Chopinów, w którym ochrzczone były siostry kompozytora, Izabella i Emilia, gdzie ogłoszono zapowiedzi ślubne Ludwiki i Izabelli, gdzie odbyły się msze za zmarłych rodziców, tutaj spocznie później, sprowadzone z Paryża, serce Fryderyka. Nic dziwnego, że ławeczka przed tym kościołem gra początek marsza żałobnego z sonaty b-moll, op.35.

Po jednym okrążeniu kościoła wasz pojazd przeleciał znowu tylko kilkaset metrów i zawisł na wysokości drugiego piętra lewego skrzydła pałacu Czapskich/Krasińskich. Tym razem widok był podobny do tego, który znają warszawiacy wieku XXI.
- Tutaj – powiedziałem na głos – mieszkał Fryderyk Chopin z rodzicami aż do chwili wyjazdu z Warszawy, a stało się to 2 listopada 1830 roku. I tutaj stanęła grająca ławeczka. Ta przypomina nam wesołego („minutowego”) walca Des-dur op. 64 nr 1. A czy wiecie czemu wybrano dla tego miejsca właśnie ten utwór? – zapytałem. Odpowiedziała mi cisza. Bliźniaki się… pospały. Tylko, w którym momencie? Jak długo gadałem sobie a muzom? Znudziła ich moja opowieść. Ale, nic to. I choć przegrałem też bilety do kina, to wygrałem ze smartfonami. I o to właśnie chodziło!
Andrzej Papliński

PS.
Czemu walc minutowy? Może dlatego, że jest to wesoła muzyka, która przypomina, iż tutaj Fryderyk, po raz pierwszy w życiu, miał do swojej wyłącznej dyspozycji własny pokój.

Zapraszamy do czytania poprzednich podpowiadanek:

JAK TO Z SYRENKĄ BYŁO...

Chodzicie z dziećmi po mieście. Po drodze mijacie ulice, place, pomniki. Czasem może któreś z dzieci rzuci pytanie na ich temat...

SYRENKA Z KATEDRY

Szliśmy ulicą Świętojańską. Miśka i Poldek, jak zwykle, ciągnęli mnie do ich ulubionych lodów...

CHRYSTUS OD FARY

Lody lodami, ale w końcu znaleźliśmy się w środku katedry św. Jana. Przeszliśmy obok kaplicy – mauzoleum kardynała Stefana Wyszyńskiego i poszliśmy w kierunku kaplicy Baryczkowskiej...

JAK TO Z GOLIATEM BYŁO...

Obeszliśmy katedrę i, idąc wzdłuż murów kościoła, kierowaliśmy się ku Kanonii. Nagle Miśka, która szła pierwsza, zatrzymała się ...

LATARNIE NA DACHACH...

Ruszyliśmy szukać wielkiego stawiacza min. Żeby wyjść poza mury obronne miasta musieliśmy przejść przez rynek....

BRAMA BRAMIE...

Wyszliśmy z rynku i ulicą Nowomiejską ruszyliśmy w stronę barbakanu. Zatrzymałem się tuż przed nim...

O MAŁYCH ŻOŁNIERZACH 

Przed nami, na tle murów obronnych odcinała się niewielka sylwetka. Podeszliśmy bliżej. Na cokole stał mały chłopiec okryty panterką...

POGODA NA ULICY PIWNEJ

Weszliśmy w ulicę Wąski Dunaj, po minucie minęliśmy po lewej stronie Szeroki Dunaj, który kiedyś odgrywał również rolę rynku...

STAROMIEJSKIE GOŁĘBIE

Ulicą Piwną poszliśmy w kierunku placu Zamkowego. Po drodze minęliśmy kamienicę, w której kiedyś mieszkał aktor...

PIWNA CZY TO PTASIA

Szukaliśmy na ulicy Piwnej ptasiej mamy z jej dziećmi. Jak szliśmy w stronę gołębi, widziałam orła, ale czy był z pisklętami...

FRYCEK NA COKOLE

Alejami Ujazdowskimi szliśmy w stronę głównej bramy parku łazienkowskiego. ...

DLACZEGO NIE TUTAJ

Miałem już zamiar odejść od pomnika Fryderyka Chopina, ale Poldek zatrzymał mnie krótką uwagą...

ORANŻERIA CZY GALERIA? 

 Skierowaliśmy się w stronę schodów prowadzących na dół, na tyły Starej Pomarańczarni.

MALOWANY TEATR

- Szukajcie otwartych drzwi – poradziłem dzieciom, gdy zaczęły się rozglądać za zapowiedzianą niespodzianką. 

NO, CO Z TĄ NAZWĄ?

Okazało się, że gofry muszą chwilę poczekać. Po drodze zobaczyliśmy okrągły domek z kolumnami przy wejściu...

DOOKOŁA WODY

Bliźniaki oblizywały się po zjedzonych gofrach, ja płaciłem rachunek, a wokół kręciły się gromadki wróbli kłócących się o okruchy z ciastek...

PRZED PAŁACEM

Szliśmy szeroką alejką w kierunku mostka. Pałac pojawiał się i znikał między gałęziami drzew rosnących nad stawem. Tuż przed mostem odezwałem się tajemniczo zniżając głos...

KARMIĆ I NIE SZKODZIĆ!

Siedzieliśmy na ławce nad brzegiem stawu. Ja kontemplując piękną powierzchnię wody błyszczącą od promieni słonecznych, bliźniaki klikając w swoich „piekielnych maszynkach”...

CO MA KOLEJ DO OBRUSA?

Co ma starożytna Grecja do obecnej kolei? Czym była droga żelazna? Czemu szyny mają taki a nie inny rozstaw? Miśka i Poldek na tropie kolejowych tajemnic.

A GDZIE TEN DWORZEC?

Przyglądałem się Poldkowi. Wyraźnie coś go intrygowało. I rzeczywiście… za chwile wszystkie wątpliwości miały się rozwiać...

JAK TO Z CZASEM BYŁO

Czy pociągi zawsze jeździły po dwóch torach? Jak liczono czas w podróży transsyberyjskiej? Poldek i Misia zgłębiają problem względność czasu.

POCIĄGOWA MATEMATYKA

Czy oglądając parowozy można zajmować się szyframi? Okazuje się, że można. Poznajcie wybitnych deszyfrantów, Miśkę i Poldka. 

PODPOWIADANKI:
NAJWYŻSZY CZY NIE?

Tym razem Misia i Poldek muszą się zmierzyć z zagadką, który budynek w Polsce jest najwyższy. Wbrew pozorom odpowiedź wcale nie jest jednoznaczna.

PODPOWIADANKI:
ARRASY CZY GOBELINY?

Czy w Zamku Królewskim można spotkać okrutne gobliny? Tym razem, Miśka i Poldek, uciekając przed burzą szukają schronienia w siedzibie króla Stasia...

PODPOWIADANKI:
W PRZEDPOKOJU U KRÓLA

Dziś bliźniaki poznają różnicę między własnym przedpokojem a królewską antyszambrą... 

PODPOWIADANKI:
KRÓL OCZEKUJE

Misia i Poldek dowiadują się, czy można usiąść po prawicy króla na jego tronie i jak ratować ścienne malowidła przez bombardowaniem.

PODPOWIADANKI: 
KRÓL OCZEKUJE

O pudelmantlu, muchach na nosie i małym łóżku, które okazuje się duże. Misia i Poldek buszują dzisiaj po apartamentach Stanisława Augusta.

Copyright ©2020 Warszawa Express, All Rights Reserved.
Przygotowanie strony: Sławomir Chodorski
Sed pede ullamcorper amet ullamcorper primis, nam pretium suspendisse neque, a phasellus sit pulvinar vel integer.
Liczba odwiedzin: 609878